Dr Charles Tannock

Member of the European Parliament for London

Białoruś staje się Kubą Europy - mówi brytyjski europoseł Charles Tannock

Gazeta Wyborcza - 8 September 2004

Unia ma niewiele narzędzi nacisku na reżim białoruski. Szybko tam nic się nie zmieni. Jest więc całkiem realne, że Białoruś może stać się Kubą Europy - krajem opresyjnym, niemal stalinowskim i izolowanym - uważa Charles Tannock, brytyjski eurodeputowany

Jacek Pawlicki: Czy wysłucha Pan Andżeliki Borys, która dziś na forum delegacji ds. Białorusi opowie w Parlamencie, jak reżim Łukaszenki rozprawia się z opozycją i polską mniejszością?
 
: Oczywiście. Cieszę się bardzo, że pani Borys przyjeżdża do Strasburga. My, członkowie Parlamentu Europejskiego, powinniśmy zademonstrować solidarność z opozycją białoruską.

- Możemy postarać się o kolejny protest wobec białoruskiego ambasadora. Niewiele więcej możemy zrobić - Białoruś nie otrzymuje od UE prawie żadnej pomocy, którą można by wstrzymać, nie ma biura Komisji Europejskiej w Mińsku, z którego można by odwołać ludzi.

- Wiem, jak pani Andżelika Borys została pozbawiona stanowiska przewodniczącej Związku Polaków. Jest jasne, że Łukaszenko zachowuje się coraz bardziej paranoidalnie, rozprawia się z opozycją, by pokazać siłę. Dlatego wybrał sobie mniejszość polską, bo uważa, że sprzyja ona zbliżeniu z Zachodem, UE i NATO...

- Unia ma tendencję do podziałów w kwestii polityki wobec Rosji a Białoruś powszechnie uważana jest za sprawę poboczną. Schröder, Berlusconi, Blair czy Chirac przywiązują ogromna wagę do stosunków z Putinem. Dlatego widzą Białoruś jako rozszerzenie swych relacji z Moskwą...

- Tak, choć nie jest to takie proste. Ukraina była uważana za twór leżący na granicy tego imperium, podzielony między Wschód i Zachód. Ostatecznie zdecydowała się na ten drugi wariant.

W przypadku Białorusi jest inaczej, nie utrzymujemy żadnych kontaktów z reżimem Łukaszenki, bo prześladuje nie tylko opozycję czy mniejszości narodowe i religijne, ale i język białoruski. W Polakach widzi wrogów i zagrożenie bo zaangażowali się na Ukrainie, bo wspomagali proces wyciągania Kijowa z rosyjskiej strefy wpływów. Korzysta też z tego, że stosunki Polską z Rosją bardzo się pogorszyły. Wydaje mu się, że Putin będzie szczęśliwy z coraz bardziej antypolskiej polityki Mińska...

- Putin uważa Łukaszenkę za dziwaka, paranoidalnego polityka, coraz bardziej izolowanego, ale go potrzebuje. Dlatego też wspiera dostawami taniej energii. Putin wie, że 3-4 lata temu Łukaszence zdawało się, że po poddawanym wówczas pod dyskusję połączeniu Białorusi z Rosją to on zajmie jego miejsce na Kremlu. Putin wybił z głowy Łukaszence te mrzonki. Białoruś nigdy nie będzie na równej stopie z Federacją Rosyjską. Dlatego integracja nie postępuje.

Ale Rosja wykorzystuje istnienie białoruskiego reżimu w rozmowach z Zachodem. Mówi: Popatrzcie na Białoruś, a zobaczycie, co stałoby się z Rosją, gdybyście nie prowadzili z nami konstruktywnego dialogu. Jeśli będziecie nas krytykować za łamanie praw człowieka w Czeczenii, więzienie Chodorkowskiego i inne podobne rzeczy, w Rosji nastanie dyktatura.

- Powinniśmy przeznaczyć więcej na finansowanie stypendiów i szkoleń dla dziennikarzy, studentów, działaczy organizacji pozarządowych, stosować ułatwienia wizowe. Chodzi o to, by na Białorusi poszerzała się grupa ludzi o zachodnim sposobie myślenia...

- Z tym byłbym bardzo ostrożny. Łukaszenko natychmiast oskarżyłby opozycjonistów o to, że są sługusami Zachodu. To pomogłoby mu w zdyskredytowaniu ich w oczach narodu. Oskarżał już przecież CIA o sfinansowanie pomarańczowej rewolucji, co jest oczywiście kompletnym nonsensem. Zamiast finansować partie polityczne na Białorusi, czemu jestem przeciwny, można szkolić ich członków.

Trzeba uświadamiać ludzi, że wiele zależy od ich głosu w przyszłorocznych wyborach, od tego, czy dadzą się zastraszyć. Unia musi upierać się, by na Białoruś pojechali obserwatorzy i dopilnowali, aby wybory zostały przeprowadzone fair.

- To jest dyktatura, choć nie taka, jak Saddama Husajna. Na Białorusi nie znikają codziennie ludzie, nie morduje się dziesiątek czy setek ludzi. Ale Łukaszenko wyciągnął wnioski z pomarańczowej rewolucji, przekonał się, że warto użyć siły, by pozostać przy władzy. Nie chce powtórzyć „błędu” Kuczmy, który wycofał rozkaz ataku na ludzi zgromadzonych na kijowskim Majdanie. Łukaszenko nie będzie krępował się tym, że mógłby przejść do historii jako człowiek mający na rękach krew niewinnych ludzi.

- Nic przełomowego. Łukaszenko wciąż cieszy się sporym poparciem, szczególnie wśród ludności wiejskiej, aparatczyków, służby bezpieczeństwa i wojska. Gospodarka nieźle sobie radzi wspierana tanią rosyjską energią. Jest więc całkiem realne niebezpieczeństwo, że będziemy mieli do czynienia ze spełnieniem się scenariusza kubańskiego. Białoruś może stać się Kubą Europy - krajem opresyjnym, niemal stalinowskim i izolowanym

*Charles Tannock jest konserwatystą i wiceprzewodniczącym delegacji PE ds. Ukrainy, sprawozdawcą ds. europejskiej polityki sąsiedztwa, bardzo pilnie śledzi wydarzenia w krajach b. ZSRR, w czasie pomarańczowej rewolucji był w Kijowie